Przemyślenia Admina

Trzeźwe noworoczne rozważania

Początek nowego roku to dobry czas na podsumowania wiążące się z ostatnimi 12 miesiącami i zastanowienie się, co może nam przynieść nowy rok.

Ja postrzegam stary rok, jako nie odbiegający charakterem zdarzeń od poprzednich trzech lat. Źle się dzieje, jeśli najważniejsze wydarzenia roku podporządkowane są dążeniom do umacniania władzy jednego ugrupowania politycznego, także przez wątpliwe konstytucyjnie zmiany powszechnie obowiązującego prawa oraz (czy przez to) zapewnianie miejsca przy korycie członkom swojej trzody.
Cieszyć się tylko należy, że członkowie komitetu noblowskiego są mianowani przez norweski, a nie polski parlament – inaczej moglibyśmy się dziwić i tym wyborom. Na szczęście nie musimy. Cieszę się ogromnie z wyboru naszej kolejnej polskiej noblistki. Nie ukrywam dzikiej satysfakcji, że wybór ten spowodował niemałą irytację w kręgach zbliżonych do polskiego centrum władzy. Bo noblistka nie dość, że przepiękną polszczyzną, to trzeźwo i obiektywnie ocenia i polską historię, i polską rzeczywistość.

I tyle odpowiedzi na pytanie – co tam panie w polityce. Bo obchodzi mnie ona o tyle, o ile jest postrzegana, jako polityka gospodarcza.

Pojawiły się ostatnio doniesienia i komentarze na temat projektu zrównoważonego pono budżetu polskiego na 2020 rok. Zrównoważonego, czyli, jak rozumiem, kwocie przychodów budżetowych odpowiadać mają wydatki z budżetu Państwa. W obecnej dobie nadzwyczajnej łatwości w uchwalaniu ustaw jestem w stanie uwierzyć, że i taki budżet zostanie przez polski parlament szybko i bez dyskusji uchwalony, A potem nastąpią wielokrotne próby realizacji ustawy budżetowej, co dla kompetentnego obserwatora będzie równie interesujące jak hitchcockowskie horrory, czy napisana już i wyświetlona historia wojen gwiezdnych. Bo z jednej strony będzie to ustawiczne szukanie dochodów budżetowych (o czym później), a z drugiej strony szukanie możliwości obcięcia i tak za skromnych wydatków. Na obronę narodową, które mają osiągnąć trumpowskie 2% PKB, na niedofinansowaną od wielu lat służbę zdrowia z zamykającymi się z braku środków placówkami, na próbę osłabienia nastrojów strajkowych w oświacie, w służbie cywilnej, wśród pracowników sądownictwa, czy tzw. mundurówki. Na rozdmuchane potrzebami wyborczymi programy socjalne oraz zwiększone wydatki związane z „piątką Kaczyńskiego”. Czyli 500+ na każde dziecko, trzynasta emerytura, połączenia autobusowe do małych miejscowości przy jednocześnie zerowym podatku PIT dla młodych, wyższej kwocie wolnej od podatku PIT oraz zmniejszonym już o 1 pkt procentowy PIT-cie od dochodów pracowniczych i emerytalnych.

Wyobrażam sobie dość jasno usilne szukanie dochodów dla polskiego budżetu. Zwiększono już akcyzę od alkoholu i tytoniu. Ustanowiono haracz od przeniesienia środków na indywidualne konta emerytalne (tzw. PPK, czyli pracownicze plany kapitałowe). Będzie (pewnie) tzw. ustawa cukrowa, przynosząca opłaty od wyrobów zawierających ponadnormatywne ilości cukru. Będą podobno różnorakie dodatkowe opłaty na rzecz budżetu, np. od „małpek”, czyli łatwych do schowania w kieszeni lub damskiej torebce buteleczek z alkoholem. Mają dojść wpływy ze sprzedaży częstotliwości 5G dla telefonii komórkowej i praw do emisji gazów cieplarnianych. No i, oczywiście, dalsze ruchy dla likwidacji tzw. luki VAT oraz uszczelnienia systemu składek na ZUS i podatku PIT dla przedsiębiorców.

Na okoliczność uszczelniania systemu PIT uprzytomniłem sobie nieustanne istnienie dodatkowego źródła dochodów budżetowych. Nazywam to źródło bezlitosnym „skubaniem frajerów”, stosowanym dotychczas wyłącznie przez banki w Polsce wobec swoich klientów. Oto, jak to źródło może działać w wykonaniu pracowników „skarbówki” wobec podatników.

Pamiętamy niedawne, październikowe bodajże, orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE na temat możliwości usuwania z umów tzw. klauzul abuzywnych (niedozwolonych przez prawo cywilne), także powiązanych z kredytami denominowanymi do franka szwajcarskiego – potocznie kredytami „frankowymi”. Od tego czasu pojawiły się już wyroki sądów polskich, także prawomocne, wskutek których z umów kredytowych zostały usunięte klauzule abuzywne, a w ich następstwie kredyty zostały „odfrankowione”, bądź w ostateczności umowy takie zostały potraktowane, jako niebyłe. W listopadzie ub.r. polskie sądy wydały 54 wyroki w sprawach dotyczących mieszkaniowych kredytów walutowych. Kredytobiorcy wygrali przed sądem 40 spraw, pięć sądy skierowały do ponownego rozpatrzenia, a tylko w dziewięciu wygrały banki.

Wygrane przez „frankowiczów” przed sądem sprawy mogą wiązać się ze znacznym, co najmniej kilkudziesięciotysięcznym zmniejszeniem obciążeń kredytowych w drodze umorzenia części kredytu. Zgodnie z obecnymi regulacjami ustawowymi, jeżeli dług jest umarzany, to powstaje przychód podlegający opodatkowaniu. A zatem osoba, której bank umorzy część kredytu hipotecznego, może otrzymać od urzędu skarbowego wezwanie do zapłaty podatku.

W latach 2015 – 2018 obowiązywały rozporządzenia zakładające odstąpienie od opodatkowania w takich przypadkach. Rozporządzenia te dotyczyły jednak tylko ściśle określonego czasu – ani przed rokiem 2015, ani w roku 2019 podobne rozporządzenie nie obowiązywało. Zwrócił na to uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich i wystąpił do Ministerstwa Finansów o uregulowanie problemu, który w aktualnych warunkach i tak nie jest do końca jasny, a w żadnym razie nie jest zapewniona dostateczna ochrona kredytobiorców.

W warunkach prowadzenia ksiąg rachunkowych przedsiębiorcy, który stał się kredytobiorcą skłonionym do zawarcia umowy o kredyt hipoteczny denominowany do waluty CHF, problem nie jawi mi się jako bardzo skomplikowany. Z zawarciem umowy kredytu w księgach przedsiębiorcy pojawiłby się kredyt z odpowiednim zwiększeniem wartości aktywów (pieniądze, środki trwałe, środki trwałe w budowie). W pamiętną noc, kiedy to nastąpił skokowy wzrost kursu CHF, zwiększyła się wartość zobowiązania kredytowego przedsiębiorcy. Drugostronnie zwiększyć się mogła wartość inwestycji lub też, o ile inwestycja została zakończona, wzrost wartości kredytu skutkowałby wzrostem kosztów. I to kosztów uzyskania przychodu – dlaczego nie? Późniejsze umorzenie części kredytu wskutek wygrania sprawy przed sądem musiałoby być księgowane drugostronnie jako przychód. Do opodatkowania, oczywiście.

Osoba fizyczna, Jan Kowalski, nie będąca przedsiębiorcą prowadzącym księgi rachunkowe, czy też nie prowadząca w ogóle działalności gospodarczej, ale będąca stroną umowy o kredyt hipoteczny denominowany do waluty CHF (tych jest znakomita większość), może nie zdawać sobie sprawy z możliwych skutków umorzenia części ww. kredytu. Wzrost wartości kredytu oraz związanych z kredytem odsetek odczuwała jedynie jako niesprawiedliwe obciążenie, bez wynikających z tego faktu korzyści podatkowych (w postaci obniżenia płaconego PIT). Późniejsze obniżenie długu kredytowego wskutek przywrócenia stanu zgodnego z prawem odczuwane jest naturalnie jako zdecydowana poprawa w sytuacji majątkowej kredytobiorcy, a nie pojawienie się zysku do opodatkowania.

Dobrze będzie, jeśli kredytobiorca, Jan Kowalski, będzie jeszcze klientem firmy sprawującej nad nim ochronę prawną, a firma ta zechce zająć się także i kwestią ochrony podatkowej. Jeśli Jan Kowalski z ochrony prawnej przedwcześnie zrezygnuje i dostanie wezwanie do zapłaty podatku od „ujawnionego” przychodu, może przeżyć szok, jeśli nie zawał serca.
Ale fiskus nie ma zwyczaju przejmować się stanami psychicznymi podatników i zadba skrzętnie wyłącznie o swój interes.
Zwłaszcza w razie potrzeby zrównoważenia budżetu Państwa zwiększeniem dochodów budżetowych.

Nie piszę tego wszystkiego bez powodu. W grudniu ub.r. władze resortu finansów, a personalnie Dyrektor Departamentu Poboru Podatków, skierowały do dyrektorów urzędów skarbowych pismo motywujące, w którym zwrócono uwagę na konieczność poprawy ściągalności podatków, bo „jest zagrożenie realizacji wpływów budżetowych”, oraz poproszono o sprawozdanie, co dyrektorzy „skarbówek” zrobili, aby poprawić ściąganie podatków. Pismo to odbierane jest jako polecenie zintensyfikowania kontroli podatników oraz wpływów w wyniku tych kontroli do budżetu.
Niezależnie od tego rozbudowywany jest w resorcie finansów aparat Krajowej Administracji Skarbowej. Można się tylko łudzić, że nie w celu „dokręcania śruby” podatnikom.

Byli forumowicze nieistniejącego już serwisu podatkowego „Oleńka” mogą w tym momencie zakrzyknąć – przecież o to Ci, Zbychu, chodziło, kiedy narzekałeś na forum na braki w zakresie kontroli rzetelności i prawidłowości prowadzenia ksiąg przez wyspecjalizowane służby państwowe.
No nie, jednak nie o to mi chodziło. Kontrola jest niewątpliwie narzędziem umożliwiającym sprawne zarządzanie podmiotami gospodarczymi i gospodarką w ogóle. Ale źle się dzieje, jeśli kontrola staje się narzędziem realizacji celów politycznych Rządu RP, zwłaszcza przy niejasnych i ciągle zmienianych przepisach.
Na styku gospodarki i polityki zawsze traci gospodarka.

Zaczynam się cieszyć, że udało mi się przejść na emeryturę wiosną 2015 roku. Wycofam w tym miesiącu z serwisu internetowego moje ogłoszenie o poszukiwaniu pracy w charakterze doradcy gospodarczego, pomagającego przedsiębiorcom prostować ich ścieżki biznesowe. Mam dość. Dam sobie na przeczekanie do końca obecnej kadencji parlamentu. Może doczekam normalności.

Wszystkiego najlepszego życzę w Nowym Roku – obrotowym i podatkowym!

2 komentarze

  • salus12

    Mnie tez zdarzyly sie „trzezwe ponoworoczne rozwazania” jako ze los zetknal mnie brutalnie z koniecznoscia zalatwienia paru zaleglych spraw urzedowych. Pierwsze co narzuca sie przybyszowi, ktory z polska codziennoscia ma do czynienia tylko z doskoku, jest specyficzny stosunek urzedu do petenta i mniejsza czy jest to skarbowka czy biuro meldunkowe. Wspolna jest im urzedowa (chcialoby sie powiedziec zaksiegowana) podejrzliwosc i niezyczliwosc. Wzajemna zreszta. Wyjasnienie tego fenomenu znalazlam czesciowo w Twoim tekscie: a dlaczego mialoby byc inaczej skoro petent, wiadomo – kreci, ale i urzad nie lepszy, reprezentujac panstwo, ktore cwaniaczy nie gorzej od swoich obywateli – vide przyklad z mozliwoscia opodatkowania „dochodu” z umorzonego kredytu. Domyslam sie jednak, ze wszystko da sie jakos wytlumaczyc- mielismy wszak zabory i obce administracje … Z duzym zainteresowaniem przeczytalam Twoja noworoczna analize , ale dlaczego mi gorzko?

    –

    • admin

      Chciałbym odnieść się do urzędowo „zaksięgowanej” jakoby podejrzliwości i nieżyczliwości. To nie jest zaksięgowana, a zakodowana podejrzliwość i nieżyczliwość. Zaksięgować można zdarzenia, a nie postawy ludzkie. Niestety, nasza polska służba cywilna chyba zaraża się stopniowo postawami ludzkimi płynącymi z góry – głównie mylną (zawyżoną) oceną własnej wartości oraz arogancją. Osobiście bardzo współczuję i mam nadzieję, że był to tylko przypadek, który „chodzi po ludziach”.
      Mnie po przeczytaniu tego komentarza zrobiło się równie gorzko. Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź