Polski Ład 2.0, czyli – czy leci z nami pilot
Tekst ten powstawał wyjątkowo długo. Długo czekałem na konkrety w sprawie podatkowej części tzw. Nowego Polskiego Ładu (NPŁ). Bo nie sposób w końcu opierać się na krótkich z konieczności tekstach rządowych oficjeli publikowanych na Twitterze i doniesieniach prasowych. Dla mnie głównym oparciem są teksty zamieszczane na kilku portalach informacyjnych – oczywiście filtrowanych z wykorzystaniem niezależnego, krytycznego myślenia. Dzienników Ustaw studiować w celu zgłębienia NPŁ nie zamierzam, wcale nie dlatego, że mi się nie chce. Nie widzę w tym większego sensu, podobnie, jak nie widzi tego wielu nie najgorszych doradców podatkowych.
Z góry powiem, że prywatnie nie jestem zwolennikiem NPŁ. Ten bowiem zmniejszy mi istotnie emeryturę – relatywnie wysoką z racji ponad 40-letniego stażu emerytalnego z niezłymi zarobkami pod koniec tegoż. Nie jestem też pewien, czy inflacyjna rewaloryzacja emerytury da mi w sumie efekt dodatni. Trudno wytłumaczyć komukolwiek, że „janosikowanie” na lepiej uposażonych emerytach jest społecznie słuszne. Twórcy NPŁ uznali, że wśród emerytów nie występuje „klasa średnia”, zasługująca na potraktowanie takie, z jakim spotkali się choćby pracownicy z „klasy średniej”.
Przestaję szanować składkę na ubezpieczenie zdrowotne – raz, że będzie wyższa, po drugie – będzie nieodliczana od podatku dochodowego, a przez to dodatkowo obciąży mój budżet prywatny. A, tak prawdę rzekłszy – cóż to za „składka na ubezpieczenie”, jeśli liczona jest od dochodu. Toż to istota podatku dochodowego. Kwoty wolnej od podatku miał zatem nie będę, bo i tak zapłacę od dochodu do 30 tys. zł podatek 9-procentowy. Po przekroczeniu kwoty dochodu pozornie wolnej od podatku płacił będę podatek według stawki ustawowej (17%) powiększonej o stawkę rzekomej „składki” (9%). W sumie 26% w plecy. Nikt mnie nie przekona, że fiskus bardziej Polskim Ładem pognębi przedsiębiorców. Tym bardziej, że Przedsiębiorcy będą mogli odliczać koszty uzyskania przychodu. Ja nie, choć je niewątpliwie mam i to przez inflację coraz wyższe.
Jest, jak jest. Pośpiesznie i byle jak.
Doczekaliśmy się przegłosowania w Sejmie RP, odrzucenia (co oczywiste) poprawek Senatu RP i podpisu Prezydenta RP pod obszerną ustawą korygującą ustawę o PIT w ramach prac Rządu RP i Partii Naszej nad NPŁ. Efekt to kilka setek stron projektu – w zasadzie nie do przeczytania i zrozumienia bez próby ujednolicenia tekstu ustawy z zaznaczeniem zmienionych treści. I może sporządzenia tabelarycznego wykazu – jak było i jak jest.
Zastanawiający jest pośpiech ze strony twórców Nowego Polskiego Ładu. W końcu miało być zrealizowanych, jak pamiętam, 10 punktów NPŁ. Oprócz zmian w podatku dochodowym oczekiwane było, jeśli jestem zdolny do przypomnienia sobie wszystkiego:
– stworzenie warunków do zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do 7% PKB,
– likwidacja kolejek do lekarzy specjalistów,
– poprawa warunków prowadzenia działalności rolniczej,
– umożliwienie młodym zdobycia własnego mieszkania,
– kapitał opiekuńczy dla rodziców,
– dotacje na inwestycje dla gmin i powiatów,
– program budowy małych Centrów Nauki Kopernik.
W sumie była to większość działań wymuszonych przez uliczne protesty i demonstracje, obliczona chyba na efekt propagandowy.
Pośpiech wynika prawdopodobnie z polecenia partyjnego, by NPŁ przynajmniej w kwestiach podatkowych zacząć wdrażać już w najbliższym nowym roku podatkowym, a to powinno być widoczne przecież w ustawie budżetowej na 2022 rok. Stąd chaotyczne, czasem nieudolne i nieprzemyślane pisanie projektu ustawy zmieniającej ustawę o PIT bez konsultacji społecznych i w sposób budzący pusty śmiech. Np. rządowemu Centrum Legislacyjnemu dano ponoć 1 (słownie: jedną) godzinę na zaopiniowanie zmian w podatku dochodowym w dokumencie liczącym kilkaset stron. Oczywistych protestów Centrum Legislacyjnego nie przyjęto, bo czas naglił.
Po co to wszystko?
Wydaje się, że celem NPŁ, pierwszo- czy drugorzędnym jest zwiększenie dochodów budżetu centralnego, mocno uszczuplonych przez covidową rzeczywistość. Stąd można się doszukać w ustawach o podatku dochodowym skutków przemycania przez twórców „dobrej zmiany” pomysłów pozwalających na ręczne sterowanie przez fiskusa procesami gospodarczymi. Przykładowo – w dziedzinie uznawania kosztów działalności za koszty uzyskania przychodu. Dotychczas mieliśmy w ustawach o PIT i CIT krótką i logiczną definicję kosztów uzyskania przychodu oraz katalog wyłączeń z tychże, jeśli określony literalnie rodzaj kosztu definicję ustawową co do zasady spełniał, a fiskus charakter tego kosztu zechciał ustawowo zakwestionować. Ewentualne wątpliwości wyjaśniane były w drodze urzędowych interpretacji prawa podatkowego.
W projekcie zmian próbuje się wprowadzić pomysł polegający na tym, że fiskus będzie miał prawo doraźnie, np. w czasie kontroli podatkowej, i swobodnie rozstrzygnąć, czy dana usługa była celowa. Inaczej mówiąc – czy racjonalnym, z punktu widzenia fiskusa, było jej zamówienie i wykonanie w celu osiągnięcia zysku przez firmę. Będzie to dotyczyło zwłaszcza usług świadczonych na rzecz podatnika firmy przez podmioty powiązane, wspólników, akcjonariuszy, a także członków rodziny. Weryfikowane mają być na równi z racjonalnością wydatku także ceny stosowane w transakcjach. Idzie w sumie o zapobieżenie ujmowania w kosztach transakcji powodujących „nieuczciwą” (zdaniem fiskusa) optymalizację podatkową, w ramach tzw. ukrytej dywidendy, służącej m.in. finansowaniu nie do końca legalnych operacji gospodarczych – w tym np. płaceniu „pod stołem” i zbytnim samofinansowaniu przedsiębiorców.
Pognębieni zostaną zwolennicy leasingu samochodów. Wykup samochodów do majątku prywatnego przedsiębiorcy po zapłaceniu ostatniej raty leasingowej będzie opodatkowany – podatkiem dochodowym i VAT. Podstawą VAT będzie rynkowa, a nie ewidencyjna wartość samochodu. Nieopodatkowana sprzedaż wykupionego samochodu będzie możliwa dopiero po upływie 5 lat liczonych od końca roku podatkowego, w którym została zapłacona ostatnia rata leasingowa.
Duże zmiany zapowiadają się w dziedzinie opodatkowania wynajmu mieszkań. Przy najmie prywatnym (a także podnajmie, dzierżawie itp.) będzie „do wyboru” tylko jeden podatek – ryczałt. Koniec z rozliczaniem się na zasadach ogólnych. Co oznacza koniec odliczania dla celów podatkowych kosztów najmu, w tym amortyzacji. Zmiany te mają wejść w życie od 1 stycznia 2023 roku.
Jeśli ktoś myślałby, że zmiany legislacyjne sprowadzają się do zmian w podatku dochodowym, to grubo się myli. W mediach i na Twitterze, który był, jak już wspomniałem, prawie oficjalną platformą informowania o zamiarach Rządu w przedmiocie NPŁ, wspomina się o dalszych zmianach w innych ustawach podatkowych. Dość głośno mówi się o cyklicznym podwyższaniu akcyzy. Rychłych zmian należy oczekiwać w ustawie o VAT. Z pewnością oczekiwać należy zmian w ustawach o podatkach lokalnych – bo trzeba w jakiś sposób umożliwić samorządom podreperowanie kasy, która zostanie mocno uszczuplona przez zabraną część podatku PIT.
Osobiście obawiam się mocno o realizację sygnalizowanego nieśmiało podjęcia prac nad wprowadzeniem podatku katastralnego, czyli doraźnego podatku od wartości posiadanego majątku.
Czemu nie tak, jak należałoby?
W poprzednim wpisie dotyczącym NPŁ wspominałem o konieczności gruntownego przeglądu i przepracowania całości aktów normatywnych regulujących kwestie opodatkowania osób fizycznych i podmiotów gospodarczych osiągających dochody i generujących zyski w Rzeczpospolitej Polskiej. Należałoby zacząć od ustawy Ordynacja Podatkowa. Marzyłyby się zupełnie nowe ustawy w sprawie podatku dochodowego, VAT, podatków lokalnych Nie wiem czemu nie dostrzega się, że robienie czegoś po nowemu, nie jest tym samym co poprawianie starego.
Czyżby wprowadzenie Nowego Ładu miałoby opierać się na poprawianiu ładu „starego”? Czy nie stać naszych współczesnych rewolucjonistów na wymyślenie czegoś z gruntu nowego? Widać nie, tym bardziej, że czasu brakowało. A może bardziej brakowało kompetencji. Nie brakowało za to wiary w nieomylność Wodza, pewności siebie i zwyczajnej arogancji.
Neo-eksperci przytuleni do piersi (cyca) kasty rządzącej aktualnie Polską kombinowali długo i bez efektów, jak opodatkować globalne korporacje działające na rynku polskim, a nie mające w Polsce siedziby. Tymczasem większość cywilizowanych krajów świata, i to ta reprezentująca 90 procent globalnego PKB (G20 i OECD), uzgodniła minimalną stawkę CIT na poziomie 15 % dla dużych firm, również tych o globalnym zasięgu. Podatek ten ma być częściowo płacony tam, gdzie zyski są generowane, a nie tylko tam, gdzie firma ma swoją siedzibę. Czyli powinien być w zasadzie podatkiem u źródła (tzw. WHT, z ang. Withholding Tax).
Osobiście jestem przekonany, że nie da się tego zrobić przez poprawianie starego systemu opodatkowania gospodarki, choćby z tej przyczyny, że kształt gospodarki jest zgoła inny dziś, niż kilkadziesiąt lat temu. Gospodarka stopniowo traci swój narodowy charakter. Jakoś umknął uwadze rządzących fakt, że w Polsce zaczęły od jakiegoś czasu działać firmy transgraniczne. A wyraźny już sygnał w tej sprawie zaczęły dawać polskie firmy przenoszące swoje siedziby do krajów ościennych – jak nam nie będą podobały się podatki polskie, to przeniesiemy siedzibę do Czech. Bo tam jest mądrzej, a polski fiskus będzie nam mógł skoczyć na kant biodra.
Ostatnie doniesienia przynoszą wieść o tym, że polska ustawa o opodatkowaniu globalnych przedsiębiorstw jest prawie gotowa. Ma to być 15 % CIT, a ustawa ma obowiązywać od 2023 roku. Czyli rok później niż PIT-y i CIT-y drobnych polskich podatników, bo tych, okazuje się, można w końcu lekceważyć. W przeciwieństwie do Google’a, Apple’a, Amazon’a, czy Facebook’a.
Teraz kwestia tzw. samoregulacji, o której wspomniał w komentarzach jeden z moich ulubionych adwersarzy – czyli sprawienia, by kwoty i stawki w ustawach podatkowych nie były wymyślane ad hoc, a uzależniane od sytuacji rynkowej, np. od najniższego lub średniego wynagrodzenia pracowników. W końcu rynek podlega zmianom; zmieniają się wskaźniki dotyczące wynagrodzeń. W niestabilnej sytuacji rynkowej, zwłaszcza znacznej inflacji, trzeba będzie dla urealnienia parametrów i wskaźników występujących w ustawach podatkowych – zmieniać całe ustawy. Jakby nie dość było dotychczasowych zmian.
Skąd biorą się stawki, kwoty, progi ustanowione w projektach ustaw NPŁ. Przykładowo – skąd wzięła się odgórnie ustalona kwota wolna od opodatkowania podatkiem dochodowym? Z jakiej racji ustanowiony został na danym poziomie w projekcie ustawy o PIT podwyższony do 120 000 zł drugi próg dochodów, po przekroczeniu którego będzie miała zastosowanie 32% stawka podatku? Kto wymyśla wiele różnych stawek procentowych podatku dochodowego, zależnych od tego, kto jest podatnikiem? Wbrew postulatom wskazującym na konieczność zrównania praw progresywnie opodatkowanych podatników utrzymujących się z pracy najemnej z przedsiębiorcami płacącymi w sumie degresywny podatek dochodowy.
Ostanie pytanie należy do retorycznych. Manipulacje ze stawkami mają, moim zdaniem, wyłącznie cel propagandowy, obliczony na zdobycie poklasku ze strony licznych grup wyborców o przychodach bliskich kwocie wolnej od podatku (czyli bardzo nisko uposażonych). Lepiej uposażonych wyborców z kręgów drobnego biznesu, tzw. liniowców, ryczałtowców i opodatkowanych kartą podatkową – próbuje się uspokoić przez manipulacje związane z obniżaniem stawek podatku i stawki ubezpieczenia zdrowotnego zależnie od poziomu przychodów.
I tak – rozliczający się podatkiem liniowym – tzw. liniowcy – zapłacą 4,9% dochodu (minimum 270 zł na miesiąc). W przypadku osób rozliczających się podatkiem zryczałtowanym zostaną ustawione progi – dla firm o rocznych przychodach do 60 tys. zł będzie to 9% od 60% przeciętnego wynagrodzenia; dla firm o przychodach między 60 tys. zł a 300 tys. zł – od 100% przeciętnego wynagrodzenia, zaś dla firm o przychodach ponad 300 tys. zł – od 180% przeciętnego wynagrodzenia. Przy rozliczających się kartą podatkową składka zdrowotna będzie liczona nie od średniego wynagrodzenia, ale od minimalnego wynagrodzenia (będzie ona wynosić 270 zł).
Ci wyborcy, którzy na zmianach podatkowych w ramach NPŁ stracą – morda w kubeł. Zapłacą, bo niby ich stać. Niech i sobie głosują na dzisiejszą opozycję. Wykalkulowano w zaciszach gabinetów, że będzie tych wyborców mniej, niż tych zadowolonych z NPŁ, potencjalnych wyborców Zjednoczonej Prawicy.
Przepraszam, ale ja w takim Nowym Polskim Ładzie ładu nie widzę. Widzę zmiany, które nie mają na celu przekształcenie i usprawnienie gospodarki, a podyktowane są raczej przygotowaniem gruntu pod najbliższe wybory parlamentarne, czyli umocnieniem dotychczasowego elektoratu. Celem drugorzędnym lub równorzędnym jest zwiększenie dochodów budżetowych.
Czym powinien być Nowy Polski Ład.
Kiedy zaczęto mówić o NPŁ, wzorowano jego założenia na amerykańskim Nowym Ładzie (New Deal Roosevelt-a) z lat 30-tych ubiegłego wieku. A zatem niezależnie od tego, jak uregulowania dotyczące NPŁ wyglądają, powinny pozwolić na osiągnięcie pewnych celów strategicznych, przez rozwiązanie istniejących i narastających problemów, rzutujących na najbliższą i dalszą przyszłość. Te problemy to:
– zmniejszający się przyrost naturalny,
– powiększający się brak rąk do pracy ze strony krajowej siły roboczej,
– obniżający się do dramatycznie niskiego pułapu poziom inwestycji.
Jeśli spojrzeć na uregulowania NPŁ można dojść do wniosku, że NPŁ żadnego z tych problemów nie załatwia.
Kwestię niskiego przyrostu naturalnego próbuje się załatwić indywidualnymi transferami pieniężnymi, tak jakby genialne „500+” było receptą na wszystko. A tu nie załatwia sprawy dosypanie pełnym rodzinom dodatkowych pieniędzy. Pomyśleć należałoby natomiast o infrastrukturze ułatwiającej wychowanie i kształcenie dzieci – żłobkach, przedszkolach, placówkach służby zdrowia, zdrowym systemie szkolnictwa nieopartym o katolickie (czy też jakiekolwiek) podstawy ideologiczne. Nadto o sprzyjanie tworzeniu rodzinie przyjaznego i pomocnego otoczenia, o które dbałyby samorządy lokalne. Wydaje się też, że pomocnym w tej kwestii byłby nacelowany system podatkowy, o czym chyba nie pomyślano. Nie będzie tu pomagało wprowadzone przez NPŁ pozbawienie możliwości wspólnego opodatkowania PIT z dziećmi dla samotnych (także: bez ślubu) rodziców. Pusty śmiech budzi pomysł wprowadzenia dodatkowej kwoty dochodu wolnej od podatku dla rodzin z czwórką dzieci – tak jakby dochód takich rodzin mógł rosnąć bez ograniczeń. No chyba, że tata jest parlamentarzystą lub prominentem władzy wykonawczej.
Rynek pracy zaczyna być rynkiem pracownika. To istotny hamulec rozwoju gospodarki. Radośnie przyjęte przez Obywateli obniżenie wieku emerytalnego przyniosło istotne zmiany na rynku pracy. Budżet ZUS trzeszczy w szwach – zaciera się różnica między dochodami ZUS z tytułu składek emerytalno-rentowych a dotacjami dla ZUS z budżetu centralnego. Ze zdziwieniem przyjąłem ostatnią rewelację o inicjatywie Prezydenta RP ukierunkowanej na jeszcze wcześniejsze emerytury. Czy częstowanie emerytów dodatkową, 85-tysięczną kwotą wolną od podatku za nieprzechodzenie na emeryturę zmieni cośkolwiek? Mam wątpliwości. Zamienimy przecież w ten sposób parę tysięcy emerytury na kilkusetzłotową korzyść z braku podatku od dochodów z uczciwej pracy emeryta. A może późniejsza wyższa emerytura zostanie obcięta przez wyższe podatki. Jak w moim wypadku.
A może należałoby pomyśleć o systemowym imporcie rąk do pracy. O stworzeniu systemu zachęt i ułatwień w tym względzie. O kształceniu robotników napływowych. Może też o innym spojrzeniu na kwestię imigrantów ekonomicznych nie tylko ze wschodu Europy, ale i z krajów dalekiego południa.
Słyszy się o obniżeniu w ciągu ostatnich 6 lat poziomu inwestycji w Polsce do historycznie najniższego poziomu. Mimo zachęt fiskalnych. Estoński CIT okazał się niewypałem – z tego rozwiązania skorzystały nieliczne spółki kapitałowe. Być może zmodyfikowane przepisy w tym względzie poprawią sytuację – rozszerzono katalog beneficjentów estońskiego CIT-u o spółki komandytowe i komandytowo akcyjne. Złagodzono też skomplikowane wymogi dla umożliwienia opodatkowania w ten sposób. Czy to wystarczy – czas pokaże. W mojej opinii zmodyfikowany polski-estoński CIT nadal nie będzie prosty, ani przejrzysty. Czyli niekoniecznie atrakcyjny dla przedsiębiorców.
Rozwiązania umożliwiające wzrost poziomu inwestycji w Polsce nie mogą ograniczać się do zachęt fiskalnych. Potrzebny jest zrozumiały, nie poddający się dowolnym interpretacjom system podatkowy. W każdym razie nie powinien to być system pisany szybko, na kolanie i bez konsultacji społecznych – jak w obecnym Nowym Polskim Ładzie. I z 1-miesięcznym vacatio legis. Nadto tworzony w sposób, który każe się domyślać traktowania przedsiębiorców, jak potencjalnych oszustów, nie mających w dodatku prawa do niezależnych od władzy wykonawczej, niezawisłych sądów.
Na koniec
Pytałem w tytule, czy leci z nami pilot, bo sytuacja przypomina mi pewien leciwy już film z gatunku zwariowanych komedii katastroficznych, gdzie załoga dużego samolotu pasażerskiego ulega ciężkiemu zatruciu pokarmowemu. Wśród pasażerów poszukuje się kogoś z kwalifikacjami pilota, by doprowadzić samolot na lotnisko.
Brakuje mi w Nowym Polskim Ładzie określonego miejsca dla Doradców Podatkowych i Księgowych, choć wiem, że ich reprezentanci (Stowarzyszenie Księgowych w Polsce, Krajowa Izba Biur Rachunkowych oraz Krajowa Izba Doradców Podatkowych) walczyli o prawo do uznania ich głosu na temat przyjmowanych rozwiązań podatkowych w ramach NPŁ. Słyszę głosy w naszym środowisku, że rozwiązania te nie są do szybkiego ogarnięcia i ich wdrażanie może skończyć się katastrofą. Głosy ze środowiska informatyków – twórców oprogramowania do prowadzenia ksiąg rachunkowych i podatkowych są niepokojące. Krótkie vacatio legis spowoduje, że trudno będzie o terminowe wniesienie i wdrożenie właściwych zmian w tym oprogramowaniu dla prawidłowych księgowań oraz sporządzania prawidłowych i rzetelnych deklaracji podatkowych.
Na prace o prawne uregulowanie statusu księgowego brakło czasu. Zastanawiam się, czy ogłoszenia i reklamy „księgowych do kwadratu”, którzy pomogą opanować uregulowania NPŁ, to jeszcze marketing, czy może już propaganda. A także pole dla specjalistów od łapania ryb w mętnej wodzie.
Czyli może okazać się za miesiąc, że w samolocie z napisem „Polska Działalność Gospodarcza” trudno o pilota.
4 komentarze
Magissa
„Proszę się nie martwić, żaden pilot z nami nie leci”.
Czy wprowadzenie składki zdrowotnej w ’97 nie było argumentowane „przecież i tak odejmiecie ją sobie państwo od podatku”? Gdy zaczęłam pracę z księgowością zastanawiał mnie jej sens.
Mam wrażenie, że teraz wszystko jest tak zmieszane, żeby nikt nie mógł wybrać odpowiedniej optymalizacji. Ulga dla klasy średniej – każdy podatnik rozlicza ją osobno nawet przy wspólnym rozliczeniu małżonków czy jednak łączymy przychody i dopiero podzielone na pół weryfikujemy? Głosy są podzielone. Wykluczenie zawodów medycznych z karty podatkowej (nieswiadczących usług bezpośrednio dla NFZ) – cieszyli się kartą tylko jeden rok. Zupełna likwidacja karty od 2022. Czy ryczałt od najmu nie pogłębi problemu wysokich cen najmu? Co to są koszty prowadzenia działalności? Obowiązkowe wysyłanie zapisów ksiąg od 2023, ukryta dywidenda, deklaracje do ZUS z dochodem/przychodem co miesiąc. Tutaj też ciekawostka dla ryczałtowców, którzy wpadając w trzeci próg w grudniu muszą uregulować różnicę za wszystkie poprzednie miesiące. Mam tyle wątpliwości… Odbyłam rekordową liczbę szkoleń, a mimo wszystko nie jestem przygotowana. Muszę opanowywać ten chaos dalej, w międzyczasie trzymając kciuki za informatyków. Pozdrawiam Zbyszku i dziękuję za ten wyczekiwany wpis. Powodzenia nam wszystkim.
admin
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że udało mi się choć w części przekazać burzę w moich szarych komórkach spowodowanych tym, co się dzieje. Z wpisu nie jestem zadowolony – rzadko mam okazję do publicystyki – klikam „opublikuj” i… masa wątpliwości.
Tzw. składka na ubezpieczenie zdrowotne mogła być tolerowana jako nie-podatek, jeśli była częścią podatku PIT. Teraz mamy do czynienia z nowym podatkiem. Oby trafił tam, gdzie trafić powinien.
Co do przyszłej optymalizacji podatkowej opartej o NPŁ – mam wrażenie, że optymalizowanie będzie koszmarnie trudne. Z drugiej strony zaprezentowany „profesjonalizm” w tworzeniu NPŁ spowodował, że i twórcy NPŁ go nie rozumieją. Podobne, jak nasze, problemy będą mieli ci, którzy będą nadzorowali wykonanie nowych uregulowań, np. analizując zapisy otrzymanych kopii naszych ksiąg rachunkowych i podatkowych.
Wyrażam nadzieję, że mimo wszystko nic nie będzie w stanie zatrzymać rozwoju polskiej gospodarki – mało ważne, że rozwój ten w dużej części może przenieść się do szarej strefy, albo… poza granice RP. Oby tylko jakiemuś gnomowi nie przyszedł do głowy realny Polexit. Bo wypierpolu chyba nie będzie…
salus12
Rzeczywiście – trochę trwało, ale wykonałeś!! Chapeau bas! Przeczytałam – a do niesłabnącego zainteresowania tekstem dołączył szybko niepokój towarzyszący zwykle sytuacjom kiedy wiemy, ze coś jest źle nastawione a wiec i klapa nieunikniona. Z Twojej analizy wylania się obraz państwa rządzonego przez dyletantów o dużym apetycie na władzę i przekonaniu, ze „jakoś to w końcu będzie”. Wystarczy zadbać o wierny elektorat – a ten jest wdzięcznym medium do niewyszukanych manipulacji, zaś metody postępowania sprawdzone i skuteczne. Na takich, Zbyszku, jak Ty już dawno położono lachę, choć nie na Twój portfel. Ten rzeczywiście może się jeszcze ewentualnie przydać…
Zdaje się zresztą, ze idą nie najlepsze czasy również dla pisiactwa – kiełbasy może zabraknąć, zważywszy choćby na przepychanki z Bruksela i licznik kar, który bije każdego dnia. Co się stało ze sterownością tego całego układu?
–
admin
Odpowiadam na końcowe pytanie – układ ten jest niesterowny – mam wrażenie, że nadsterowny. Jeden z moich ulubionych Szefów (ŚP, niestety) mawiał: rządzić trzeba umieć. Należało tę cenną uwagę rozumieć, jako pochwałę Sztuki Rządzenia i dezaprobatę amatorszczyzny w tym zakresie.
Dziękuję za ciepłe słowa odnoszące się do tekstu i intencji w nim zawartych.