Rachunkowość i życie
Czy jest w życiu miejsce na rachunkowość?
A co to jest życie? A co to jest rachunkowość? Zakładam, że blogiem tym będą zainteresowani czytelnicy, którzy znają oba te pojęcia.
O życiu najwięcej powiedzieć mogą ludzie życiem mocno doświadczeni.
O rachunkowości powiedzieć mogą cośkolwiek ludzie, którzy poznali podstawy tej sztuki. Najmniej za to Ci, którzy słyszeli lub czytali o tzw. pełnej księgowości (tak jakby mogła istnieć księgowość niepełna), poczytali coś o niej w internecie i uważają, że z tą wiedzą są w stanie poprowadzić księgi rachunkowe w jednostce (przedsiębiorstwie) lub w biurze rachunkowym.
Nieskromnie powiem, że i o życiu, i o rachunkowości mogę powiedzieć bardzo dużo.
Osobiście sprawdzam poziom wiedzy o rachunkowości delikwentów zadając pytanie kluczowe – dlaczego i w jakim celu prowadzi się księgi rachunkowe? Oczekuję zwięzłej, kilkuzdaniowej najwyżej odpowiedzi.
Jeśli słyszę – księgi rachunkowe, czy handlowe, czy „pełną księgowość” trzeba prowadzić niestety, jeśli wymagają tego przepisy prawa, a celem prowadzenia ksiąg rachunkowych jest prawidłowe obliczanie, deklarowanie i płacenie podatków – wnioskuję, że delikwent(ka) musi wiele jeszcze uczyć się o rachunkowości.
Jeśli usłyszę, że księgi rachunkowe prowadzi się głównie w celu sporządzenia na dzień bilansowy sprawozdania finansowego, rzetelnie i jasno przedstawiającego w liczbach sytuację finansową jednostki, zawierającego informacje użyteczne, tj. przydatne dla podejmowania decyzji w sprawach dotyczących tej jednostki – mogę sądzić, że mam do czynienia z księgowym fachowcem.
Zapytam – dla kogo sporządzane jest sprawozdanie finansowe?
Najczęściej usłyszę – bo trzeba je wysłać do Krajowego Rejestru Sądowego. Bo trzeba je wysłać do Urzędu Skarbowego. Inaczej będą kary.
Od fachowców księgowych usłyszę – sprawozdanie finansowe jest sporządzane głównie dla odbiorców z otoczenia rynkowego jednostki. Bo to niezastąpione i ogólnie dostępne źródło informacji o przedsiębiorstwie i jego działalności oraz skutkach finansowych tej działalności. Na podstawie tych informacji można podejmować decyzje – np. bank podejmie decyzję o finansowaniu przedsiębiorstwa kredytem, potencjalny inwestor o włączeniu się w biznes, kierownik jednostki o rozwoju (czy upadłości) przedsiębiorstwa, administracja celno-skarbowa o rzetelności deklaracji podatkowych.
Tak, jak pokażemy nasze przedsiębiorstwo w sprawozdaniu finansowym, tak będą nas postrzegali inni.
Z całą pewnością jest miejsce na rzetelną rachunkowość w życiu gospodarczym.
Była np. ogromna szansa na uniknięcie, czy tylko ograniczenie skutków tzw. afery Amber Gold. Wystarczyłoby egzekwować w terminie składania przez tę firmę rzetelnych sprawozdań finansowych do Krajowego Rejestru Sądowego. Po to choćby, by dać potrzebującym szanse uzyskania informacji o naturze biznesu prowadzonego przez tę firmę. Bez oglądania się na asekurację, czy pomoc Państwa. Wystarczyłoby zapoznanie się ze sprawozdaniem finansowym Amber Gold.
Zdaję sobie sprawę z tego, że czytanie sprawozdań finansowych jest dużą sztuką, ale od czego są wykwalifikowani doradcy finansowi, jeśli poszkodowani przez Amber Gold Polacy tej sztuki nie opanowali. Myśli takie nasuwały mi się w czasie obserwacji prac sejmowej Komisji Śledczej powołanej dla doszukania się w sprawie wyłącznej winy organów i instytucji publicznych.
A przecież nie organy i instytucje publiczne powołane są dla ochrony prywatnych majątków Polaków. Najbardziej świadomi tej prawdy powinni być sami posiadacze majątków, którzy w większości nie mają pojęcia, jak bezpiecznie inwestować. I dają się nabierać instytucjom utworzonym na kształt piramidy finansowej. Nie dopuszczając myśli, że przy niepowodzeniu należałoby mieć w pierwszej kolejności pretensje do siebie. Rozsądne inwestowanie też jest sztuką.
Inwestują ci, którzy mają względny zbytek pieniędzy, które nie pracują dla ich posiadacza. Ale i ci, którzy mają pieniędzy za mało, muszą prowadzić rachunki, aby nie zadysponować na zobowiązania i proste koszty życia większych sum, niż te, posiadane w portfelu. Ot, los wielu wykształconych i nisko uposażonych emerytów ZUS, którzy nie muszą sobie wcale zdawać sprawy z tego, prowadzą księgowość z elementami rachunkowości.
Czyli jest miejsce na rachunkowość także i w życiu codziennym.
6 komentarzy
Luk
Artykuł jak najbardziej OK. Przy czym sprawozdań finansowych nikt nie czyta ;). NIe mniej jeśli oceniam Pańską Twórczość (tak, przez duże „T”; bardzo dobrze mi się czytało merytoryczne posty) i odniosę ją do bloga, to chętnie przeczytam przemyślenia na temat życia 😉 niż księgowości takiej którą przeczytam w popularnych portalach księgowych. Z niecerpliwością czekam na następne posty z takiego powodu chociażby że coraz jest mniej praktyków księgowości, a coraz więcej klepaczy tego co klepią na infoliniach KIP i inni wkoło;). Pozdro!
admin
Dziękuję za post, którego naprawdę oczekiwałem. Zakładając blog, rzeczywiście nie miałem zamiaru powielać tekstów o rachunkowości, których pełno na portalach finansowo-księgowych, w rodzaju INFOR-u, czy GOFIN-a. Po kiego grzyba to przepisywać. Chciałbym zagospodarować pewną niszę, w której pełno problemów, które są w stanie dostrzec w zasadzie tylko księgowi. Po to jest temat – „Przemyślenia Admina”. Znów temat „Problemy rachunkowości” chciałbym poświęcić problemom, które w publikacjach się omija szerokim łukiem.
Oby mi się to udało.
Proszę o dalsze komentarze i sugestie problemów, które należałoby poruszyć. Żadnego nie zbagatelizuję – przyrzekam. Póki życia starczy.
salus12
Zbyszku 44, twoje rozczarowanie brakiem myslenia zdroworozsadkowego u ludzi wiary jest wewnetrznie sprzeczne. Wiara jest zaprzeczeniem rozsadku, zatem – jedno wyklucza drugie. Najlepiej byloby rozdzielic od siebie te dwa swiaty ale, zdaje sie, ze to na razie problem i stad chyba twoja temperamentna erupcja. Nalezy zalozyc, ze ksiadz proboszcz nie trafi na slad istnienia „Rachunkowosci i zycia” i nie wyklnie cie na nieszporach z ambony 🙂
zbyszek$4
A o to nie dbam, może mnie wyklinać. Ma to dla mnie takie znaczenie jak dla umarłego kadzidło. Zresztą chyba już to się stało, bo tam nie bywam od jakichś 40 lat. Szkoda czasu i życia, które jest tylko jedno. A oddzielanie wiary (nie Wiary) od zdrowego rozsądku jest niemożliwe. Wierzę w coś co wynika ze zdrowego rozsądku i wiedzy, np. to, że jutro nie nastąpi koniec świata, ale nie da się wierzyć w coś co nie jest w żaden sposób sprawdzalne, czyli że po śmierci idziesz do nieba lub piekła, bo to wtedy jest ślepa wiara. A różnica między wiarą a ślepą wiarą jest taka jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym.
zbyszek44
Zbychu korzystam z okazji, że aktualnie oglądany przeze mnie film w TV jest nudniejszy niż popełniony przez Ciebie tekst, pozwolę sobie skomentować to co napisałeś. A przy okazji będę pierwszym, i mam nadzieję, źe nie jedynym, komentatorem twoich wynurzeń. Bo choć ten złamas się odgrażał, że nie będzie czytał, to rękę sobie dam obciąć, że czyta. Ch.. mu w d..ę. Ale dorzeczy. Twoje rozczarowanie nad kondycją zdroworozsądkową naszych rodaków, nie potrafiących racjonalnie gospodarować swoimi dobrami, jest niczym w porównaniu z moim, kiedy widzę tysiące ludzi, powierzających nie swój majątek, ale własną tożsamość, własny byt idei polegającej na tym, że jakaś kosmiczna, żydowska istota da życie wieczne, jeżeli zjedzą symbolicznie jego ciało i telepatycznie powiedzą mu, że akceptują go jako swojego Zbawiciela, po to aby usunął ich grzech pierworodny, którego posiedli, ponieważ stworzona zżebra kobieta, została namówiona przez gadającegowęża aby zjeść jabłko magicznego drzewa. Nieumiejętność czytania sprawozdań finansowych to mały pikuś przy skłonności, ba nawet obsesyjnej pewności w sensowność tych bzdur. I o ty na to. Tylko błagam abyś tego nie blokował, nawet z racji tego, że tylko my dwaj, ewentualnie ten dupek, to przeczyta.
admin
Nie zablokuję. Jakkolwiek używałeś sformułowań powszechnie uznanych za niecenzuralne, i które mogą być w odbiorze dość ryzykowne. Dzięki za komentarz, uczę się je obsługiwać. 😉